Bałkany akwarelą odmalowane  oczyma i piórem Sławka Parfianowicza

Dookoła Wojtek, albo uwagi o utrwalaniu sztuki ludowej.

Twórczość Wojciecha Marchlewskiego, w mojej stronie gumna znanego także pod  zawołaniem „Marchlak”, wymyka się dość skutecznie kategoryzacji. Aż kusi, by wzorem Władysława Tatarkiewicza, który kiedyś stanął bezradnie wobec fenomenu najnowszego –  wówczas – z klasyków, skwitować ją krótko „jedyne zjawisko w dziejach”, i zająć się czymś innym. Cóź, skor się jednak zostało wywołanym do tablicy, brnijmy dalej.

Działalność artystyczna WM, w szerokim, bardzo szerokim sensie, trudna jest rzeczywiście do ogarnięcia. Tak kwantytatywnie jak i kwalitatywnie. O ile jednak na poziomie kwantytatywnym dość dobrze zjawisko to scharakteryzować można przyznając autorowi honorowy tytuł „Wasza Obfitość” („Jego Obfitość” w mianowniku). Nie upieram się co do dokładnej lekcji: może też być nawet „Jego Rzeczywista Tajna Obfitość”. Tytuł taki, jak wiecie, dobrze charakteryzuje także inne obszary ekspresji naszego twórcy. Nie mogę sobie odmówić zacytowania zapamiętanego z lat naszej równoległej młodości jakże znamiennego dialogu: – Wojtek co zjesz? – Wszystko jedno co… byle dużo!.

Co do jednak obszaru kawalitatywnego, to pozostaje on nadal białą plamą. No powiedzmy przybrudzoną nieco różnymi dociekami (odpowiednik zacieków: docieki, ślady po niefortunnych interpretacjach).

Roztrząsano już wiele o obserwacji uczestniczącej, o etnografii eksperymentalnej. Bodaj nawet o nieznanej mazowieckiej progeniturze Babci Moses. Słyszano to i owo o trawestacji, reinterpretacji, inspiracji a nawety, o zgrozo, o pastiszu.

Sam autor, swoimi niezobowiązującymi podpowiedziami, też wywodził badaczy w pole. Chyba to zresztą naturalne u etnografa, że w pole… Ooops zapomniałem, że mamy już epokę etno-logiczną. Swoją niezły oksymoron: etno-logiczna…. Nie jeden zaplątał się tropiąc potencjalne pole interpretacyjne luźnej uwagi o hipostatycznej naturze podhalańskiego malarstwa na szkle. Cóź, sam twórca, dzięki swojemu autorytetowi, zazwyczaj nie był nagabywany o bliższe wyjaśnienie.

Odsłonięcie kolejnej geologicznej warstwy tej bogatej twórczości utwierdza mnie jednak w podejrzeniu, że on utrwala sztukę ludową. Po prostu utrwala. Ściślej, w takim tego słowa znaczeniu jak to funkcjonuje w tradycyjnym czarno-białym procesie fotograficznym.

Jak wiadomo utrwalanie polega na związaniu pozostałych nienaświetlonych, niewykorzystanych halogenków srebra i przekształceniu ich w związki łatwo wypłukujące się z emulsji, w efekcie wydobywające ostatecznie obraz.

Myślę, że właśnie tak możnaby metaforycznie opisać metodę Wojtka. Poruszając się swobodnie w substancji tzw. sztuki ludowej, nie tyle podejmuje on jej już wyrażone wątki, co raczej gra, bawi się, lepi używając takiego właśnie niewykorzystanego jeszcze jej potencjału. Zużywa nie wykorzystaną jeszcze emulsję.

Działanie takie dookreśla, zamyka ową tzw. sztukę ludową, trochę w taki sposób w jaki zakreślenie nie wykorzystanych pól zamyka, i chroni urzędowy formularz.

Myślę, że gdyby się dobrze przyjrzeć, to mechanizm ten odnajdziemy i w obrazach na szkle, i w ptaszorach, i w około-świątko-rzezaniu, a teraz w malunkach.

Nie należy patrząc na nie tracić czasu na poszukiwanie formalnych analogii, źródeł, na to wszystko co wiąże się z tzw. atrybucją (ulubione zajęcie kunsthistoryków). Nie warto też przywiązywać większej wagi do odnalezionych analogi ze sztuką wysoką, jak choćby skojarzeń z obrazami Tadeusza Makowskiego. Wielu artystów w istocie robiło to samo, nie tyle inspirowało się sztuką ludową w tym sensie w jakim nadają temu zwrotowi badania formalne, co właśnie eksploatowało jej nie wykorzystany jeszcze potencjał w rozumieniu niekiedy wręcz behawioralnym. Taka formuła dopuszcza dużą swobodę, niejednoznaczność, przymrużenie oka.

Gdyby był złośliwy, wobec etno-logików oczywiście, nie wobec Wojtka, to powiedziałbym, parafrazując tym razem bardzo wysilone konstrukcję pewnego salonowego etnologa, moc modnego przed laty, i opisał położenie tej twórczości jako paradoksalne, a mianowicie należące zarówno do sztuki ludowej jak i sztuki „artystycznej”, a równocześnie nie należące ani do sztuki ludowej, ani do sztuki „artystycznej”. Szczęśliwie nie jestem złośliwy. W zasadzie.

A sztuka Wojtka Marchlakową jest, i basta!

 

 

Sławek „Parafina” Parfianowicz

sparfianowicz.wordpress.com